Angielskie Brighton to dla mnie miejsce szczególne. W 1992 roku wziąłem urlop dziekański i wyjechałem tam, aby pracować w domu spokojnej starości. Miałem wtedy 22 lata, całe życie przed sobą, a przyszło mi się mierzyć z tym, co czeka każdego z nas. Ze śmiercią.
W moim domu niewiele się o niej mówiło, a na moje pytanie, czy umrę, padała zawsze ta sama odpowiedź: „Nie myśl o tym, przed tobą całe życie”.
Tymczasem w domu spokojnej starości śmierć była na porządku dziennym. Rozmowy z ludźmi, którzy zdawali sobie sprawę, że zdecydowaną większość życia mają już za sobą, pozwoliły mi się z nią oswoić. Zrozumiałem też coś, co brzmi banalnie, dopóki naprawdę się nad tym nie zastanowimy: na śmierć nie mamy wpływu. Mamy natomiast wpływ na to, jak przeżyjemy czas, który nam pozostał.
Warto żyć tak, żeby w chwili śmierci nie odkryć, że zmarnowaliśmy własne życie.
W tym tygodniu odwiedziłem Brighton po raz pierwszy od 34 lat. Dom, w którym pracowałem, nadal istnieje i ma się dobrze.
Natomiast samo miasto mnie rozczarowało. Z Brighton, które pamiętam, poznikały antykwariaty, sklepy muzyczne i większość małych galerii. Jubilerzy mają się za to świetnie. A ci, którzy przetrwali próbę czasu, rozwiązali problem inflacji najprostszą z możliwych metod, do cen sprzed 34 lat dopisali przynajmniej jedno zero.
Najbardziej znane molo w Brighton nosi dumną nazwę Brighton Palace Pier. Brzmi zdecydowanie bardziej dostojnie niż wygląda. W praktyce to mieszanka wesołego miasteczka, salonu gier i odpustu, głośna, kolorowa i bez cienia kompleksów z powodu własnej przaśności.
Tak jak 34 lata temu zrobiłem sobie na nim zdjęcie. Przypadek chciał, że na obu jestem w Adidasie. W 1992 roku miałem kurtkę, tym razem bluzę. Z tą drobną różnicą, że tylko ta druga jest oryginalnym produktem niemieckiej firmy.


Na zdjęciach widać, jak bardzo zmieniłem się przez te 34 lata. Szkoda mi trochę moich pięknych włosów, ale lekcję z pracy w domu spokojnej starości odrobiłem. Nie żałuję ani jednego dnia mojego życia.
Na szczęście nie wszystko się zmieniło. Niezmienny pozostał szum morza, a fale wciąż rozbijają się o kamienną plażę.


