„Hrabia Monte Christo” to moja ukochana powieść. Dlatego odwiedziłem zamek If – więzienie, w którym Edmund Dantès przemienił się w hrabiego Monte Christo.
W młodości widziałem tę książkę przede wszystkim jako opowieść o zemście za niesłusznie wyrządzoną krzywdę. Dziś widzę w niej przede wszystkim historię o utracie miłości i wolności — oraz o tym, co człowiek robi z odebraną mu wolnością.

Dantèsa pozbawili jej inni. Ja zrobiłem to sobie sam. Jak do tego doszło, opisałem w książce „Obudzony z niebytu”.
Z Dantèsem łączy mnie utrata wolności i miłości. Obaj je odzyskaliśmy. On wybrał zemstę. Ja — pokorę.
Gdybym chciał się mścić, musiałbym zrobić to na samym sobie.

Odwiedzając zamek If, pomyślałem, że aby znaleźć się w więzieniu, wcale nie trzeba oglądać nieba zza krat. Takie więzienie może tkwić także w człowieku, jeśli mu na to pozwoli — gdy kajdany i kraty zastąpi wódka.
Paradoksalnie przez osiem lat spędzonych w niebycie naprawdę wolny byłem tylko wtedy, gdy na zamkniętej terapii obserwowałem ptaki przez kraty.

