Życie

Czasem największym sukcesem jest po prostu żyć

Od ponad jedenastu lat staram się stosować jedno proste podejście: liczy się dziś. Przeszłości nie zmienię, a jutra może nie być.

Tomasz Klatkiewicz w Wenecji — ilustracja do zapisku Czasem największym sukcesem jest po prostu żyć

W mojej książce „Obudzony z niebytu” wspominam o zdaniach, które usłyszałem na jednej z terapii:

„Trzeźwy alkoholik nie martwi się tylko o dwa dni ze swojego życia. Te dni to wczoraj i jutro.”

Od ponad jedenastu lat staram się stosować to podejście w swoim życiu bez alkoholu.

Liczy się dziś.

Przeszłości nie zmienię, a jutra może nie być.

A dziś robię to, co lubię — piszę.

Cieszę się informacjami zwrotnymi o mojej książce, które dostaję w wiadomościach prywatnych, mediach społecznościowych i recenzjach.

Uczę się też rzeczy, których wcześniej nie robiłem. Pakuję książki, usprawniam procesy, skracam czas wysyłki, próbuję docierać do nowych czytelników.

Spotykam się z ludźmi, których nie widziałem od lat, i poznaję nowych.

Z przyjemnością podpisuję książki i wpisuję dedykacje. Szczególnie cieszą mnie prośby od osób, których wcześniej nie znałem.

Kiedyś sukces mierzyłem inaczej. Pracą, pozycją, pieniędzmi, kolejnymi osiągnięciami.

Dziś wiem, że czasem największym sukcesem jest po prostu żyć.

Niespektakularnie.

Nie na pokaz.

Po swojemu.

Zatem robię tylko to, po co się urodziłem — żyję.