Dzisiaj Matthew Perry obchodziłby urodziny.
Bardzo lubiłem Chandlera Binga, choć zdecydowanie więcej miałem wspólnego z Matthew Perrym niż z graną przez niego postacią.
Ten sam rok urodzenia. Ten sam wzrost. Podobna liczba odwyków i detoksów. Wieloletnie uzależnienie od różnych substancji, walka z własnymi demonami, blizny na ciele. I wreszcie potrzeba napisania książki — po to, żeby poprzez własne doświadczenia spróbować pomóc innym.
Obaj wydaliśmy swoje książki.
Dzisiejsza rocznica urodzin Matthew Perry’ego wywołała u mnie jednak przede wszystkim jedną refleksję.
Matthew Perry zmarł w 2023 roku. Oficjalnie przyczyną śmierci były ostre skutki działania ketaminy; jako czynniki współistniejące wskazano między innymi utonięcie i chorobę wieńcową.
Kiedy o tym myślę, jeszcze mniej przekonuje mnie często bezrefleksyjnie powtarzane powiedzenie:
„Co nas nie zabije, to nas wzmocni”.
Nie zawsze.
Ja doskonale wiem, że fakt, iż od ponad jedenastu lat wygrywam kolejne dni walki z własnymi demonami, nie oznacza, że zostałem zwycięzcą raz na zawsze.
Nie istnieje moment, w którym można powiedzieć: „już po wszystkim”.
Do końca życia pozostanę człowiekiem, który musi zachować czujność. Czasami myślę o sobie jak o tykającej bombie, którą każdego dnia trzeba na nowo rozbrajać.
A nawet jeśli zachowam czujność, skutki wielu lat nadużywania różnych substancji mogą zostać ze mną na zawsze.
Matthew Perry dobrze wiedział, jak wysoką cenę może zapłacić ciało. W 2018 roku przeżył perforację okrężnicy i długie leczenie. Pięć lat później zmarł.
Wieloletnie nadużywanie substancji zostawia ślad.
W ciele.
W psychice.
W pamięci.
W relacjach.
I nie wszystkie te ślady znikają wtedy, kiedy człowiek przestaje brać.
Dlatego historia Matthew Perry’ego nie jest dla mnie opowieścią o celebrycie, któremu życie potoczyło się źle.
Jest przypomnieniem.
Że można przez wiele lat walczyć. Można wstać. Można pomagać innym. Można napisać książkę o własnym życiu. Można mieć świadomość swojej choroby.
A mimo wszystko nadal pozostawać człowiekiem podatnym na jej konsekwencje.
Przyjaciele to mój ulubiony serial i wracam do niego niemal codziennie.
Nadal się śmieję.
Ale oglądanie Przyjaciół z Chandlerem Bingiem, wiedząc, że Matthew Perry’ego już nie ma, nigdy nie będzie dla mnie takie samo.

