Nóż marki Böker

W teorii prawa podatkowego występuje pojęcie pasywnego dochodu. Nie wdając się w szczegółową analizę tego zagadnienia, pasywny dochód pochodzi z wcześniej poniesionych nakładów takich jak kapitał, aktywa czy własność intelektualna i nie wymaga stałego, bezpośredniego zaangażowania pracy osobistej danej osoby. Do najczęściej wymienianych źródeł pasywnego dochodu zalicza się prawa autorskie np. do książki.

Napisałem książkę i czerpię z niej dochody, więc z punktu widzenia teorii wszystko się zgadza. W praktyce sprawa ma się zupełnie inaczej, bo gdy zadaję sobie pytanie, czy jestem zadowolony z tych dochodów? – odpowiedź brzmi nie. I nie chodzi mi wcale o ich wysokość, ale o proporcjonalność tych dochodów do włożonej przeze mnie pracy, przeżytych emocji, poświęconego czasu i wydanych pieniędzy.

Wydanie książki nie jest więc dla mnie końcem pracy. Wręcz przeciwnie: uruchamiam nowe kanały sprzedaży, dodaję kolejne wpisy, wysyłam prośby o patronat, przesyłam zapytania o możliwość nawiązania współpracy, spotykam się z ludźmi i biorę udział w wydarzeniach. To ciężka praca, która może nie dać pożądanych przeze mnie efektów tylko dlatego, że nie jestem celebrytą (na szczęście) lub co gorsza politykiem, który przy pomocy autora widmo napisze chłam, który i tak się sprzeda, bo nabywców przyciągnie samo nazwisko. Ja, jak większość ludzi, też mam nazwisko, ale ono może zadziała wśród moich znajomych, choć i tu nie zawsze, bo nieraz już usłyszałem: „Daj mi książkę, to ją przeczytam”.

W swojej książce napisałem, że większość życiowych celów osiągałem łatwo i równie szybko na nich poprzestawałem. Mając świadomość, że mogę osiągnąć dużo więcej, wystarczało mi to, co mam. Ktoś mógłby pomyśleć, że to brak ambicji czy lenistwo, lecz nie miałby racji. Potrafiłem ciężko uczyć się, pracować, trenować czy walczyć. Szkopuł w tym, że nie musiałem osiągnąć danego celu, aby być spełnionym, bo wystarczało mi samo przeświadczenie, że mógłbym to zrobić, gdybym tylko chciał.

Moje wychodzenie z tytułowego niebytu wszystko zmieniło o tyle, że dziś już mi nie wystarczy przeświadczenie, że napisałem dobrą książkę, która mogłaby odnieść sukces artystyczny i komercyjny. Dziś będę o niego walczyć ze wszystkich sił. Zatem w moim przypadku napisanie i wydanie książki to dopiero początek, który zupełnie nijak ma się do definicji pasywnego dochodu.

I już na koniec. Zapewne niejedna z osób, która przeczyta ten wpis, pomyśli sobie, że jest on wynikiem frustracji na to, jaki jest dzisiejszy świat i będzie miała rację. Ale ja wolę przelać swoją frustrację na papier, zamiast sięgnąć po butelkę wódki lub chwycić za nóż marki Böker, który jest jednym z „bohaterów” mojej książki.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *